fbpx
Murmansk Winter Expedition: Dzień #12 – dookoła Murmańska.

Murmansk Winter Expedition: Dzień #12 – dookoła Murmańska.

Dzisiaj przejechaliśmy: ok 395 km (jeżdżąc po okolicy) 
Odległość od domu: 3322 km

Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy byli w stanie usiedzieć w miejscu. Wiedząc, że w okolicy jest sporo ciekawych miejsc do odwiedzenia, zaplanowaliśmy:

  • Port Murmańsk, a w nim atomowy lodołamacz Lenin
  • ciąg dalszy eksploracji Półwyspu Kolskiego, tym razem bardziej w stronę granicy z Norwegią, a tam:
  • po powrocie do Murmańska dwa pomniki: kota Siemiona oraz pomnik żołnierzy i marynarzy, którzy zginęli na morzu w czasie pokoju.

Wystartowaliśmy zgodnie z planem

Dworzec morski
Wreszcie wiemy gdzie jesteśmy i umiemy się znaleźć na mapie 🙂
Atomowy lodołamacz Lenin. Już nie pływa, można zwiedzać.

Zgodnie z planem, wybraliśmy się w głąb półwyspu Kolskiego. Nauczeni doświadczeniami dnia wcześniejszego, sprawdziliśmy gdzie są Strefy ZATO i postanowiliśmy się tam nie pakować.

Pojechaliśmy w stronę Norwegii.

Sputnik
Sputnik

Widzieliśmy blokowiska w środku niczego, jednostki wojskowe, pomniki ku czci poległych bohaterów.

Jechaliśmy zwykłą, międzymiastową drogą numer 105, a i tak spotkaliśmy miłego pana żołnierza pilnującego szlabanu.

Dokumenty, gdzie, jak, po co, on po rosyjsku, my po angielsku, dzień jak codzień 🙂

Nieco dalej, w środku niczego trafiliśmy na tajemniczy drewniany monastyr.

W poszukiwaniu Wielkiej Głębokiej Dziury

Dalej, zgodnie z planem udaliśmy się w stronę Wielkiej Głębokiej Dziury. Prawie się nam udało. Niestety, dostępu do Wielkiej Dziury broniła kolejna brama z budką strażniczą. W ten sposób potwierdziły się nasze przypuszczenia, że SG-3 można oglądać tylko na dziko i bardzo nieoficjalnie.

Nie zrażeni tym niepowodzeniem postanowiliśmy sprawdzić skąd się bierze nikiel. Z miejscowości Nikel!

To dziwne, byliśmy niedaleko Finlandii, gdzie jest ślicznie, czysto i naturalnie, a tutaj zastaliśmy czołgi, huty i kopalnie odkrywkowe. Niesamowite (i smutne) w jak różne sposoby może się rozwijać cywilizacja.

Eksploracja okolicy wyglądała więc tak:

Kursk

Wróciliśmy do Murmańska.

Podjechaliśmy zobaczyć pomnik ofiar morza. Podstawą pomnika jest nadbudówka z zatopionego w 2000 roku okrętu podwodnego Kursk. Co ciekawe, jest wciśnięty w placyk między blokami, w miejscu zupełnie niepasującym do powagi tych wszystkich sytuacji, które upamiętnia.

To zostało z Kurska

Rosjanie są mili i troskliwi!

Na koniec spotkało nas coś zaskakującego i miłego zarazem. Zaparkowaliśmy niedaleko pomnika, na drodze osiedlowej. Gdy już wsiedliśmy do auta, uświadomiliśmy sobie, że fotel kierowcy zaczął się bujać. Wyjęliśmy narzędzia i zaczęliśmy majstrować przy samochodzie. Wtem! Pojawiło się 3 postawnych Rosjan (których chuch nie pozwalał zapomnieć, że dzisiaj wciąż jest 1 stycznia), którzy zdecydowanie zarządzili, że skoro samochód jest rosyjski, jesteśmy w Rosji, oni są Rosjanami a my nie, to ich duma narodowa nie pozwoli, abyśmy sami musieli sobie reperować samochód. Cała akcja trwała jakieś pół godziny, fotel został sprawnie wymontowany, rozkręcony, skręcony, pokazaliśmy brak jednej kluczowej sprężynki, więc został ponownie rozkręcony, skręcony i zamontowany. Na koniec dostaliśmy wizytówkę głównodowodzącego akcją, życzenia szczęśliwego nowego roku, były uściski, całusy i zapewnienie, że dopóki nie ruszymy, to oni będą stać i patrzeć, ponieważ chcą mieć pewność, że wszystko jest OK. W ten sposób doświadczyliśmy legendarnej już rosyjskiej troskliwości.

A pomnik kota Siemiona niestety był schowany za płotem z blachy falistej, ponieważ park, w którym się znajduje, był w trakcie przebudowy. Mamy więc bardzo dobry powód, by wrócić do Murmańska — żeby zobaczyć pomnik kota 🙂

Poprzedni / Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *